Wpisy
Komentarze

Gazeta z dodatkiem

W zeszłym tygodniu pokazał się numer tygodnika Polityka z nowym dodatkiem-płytą. Usłyszałem reklamę w radiu jadąc do pracy i postanowiłem kupić i sprawdzić. Co prawda Polityki nie kupuję w ogóle, ale ze względu na ten dodatek sięgnąłem głębiej do kieszeni. Było po co sięgać bo gazeta z dodatkiem kosztowała mnie całe 15 zł, no ale czego się nie robi dla posłuchania muzyki.

Płyta dołączana do gazety jest nie byle jaka (na pierwszy ogień poszedł John Coltrane z płytą Blue Train), bo rozpoczyna całą serię płyt z wytwórni Blue Note Records, która to wytwórnia z kolei wydała całkiem niezły kawał muzyki jazzowej. A że tak się składa, że od czasu do czasu lubię posłuchać dobrego jazzu zapragnąłem wejść w posiadanie niektórych płyt z tej serii. No i wszystko pięknie, ładnie, pierwszy numer wpadł mi w ręce… i w ucho. Pomyślałem, że to świetny pomysł i tym bardziej postanowiłem polować na kolejne wydania. Całej serii nie będę kupował, bo aż takim fanem to nie jestem, ale ze 4-5 krążków miło by było mieć.

Wczoraj wg tego co przeczytałem w samej gazecie, jak i na stronie miał pojawić się kolejny numer tygodnika z płytą więc wybrałem się na polowanie… I co? I nic. Odwiedziłem trzy lub cztery wg mnie lepiej zaopatrzone punkty sprzedające wszelkiego rodzaju gazety (w tym także Empik) i guzik z pętelką. Znalazłem wydanie z zeszłego tygodnia, a nowego ni widu – ni słychu. Trochę mnie to wszystko wkurzyło, narobiłem sobie smaka pierwszą płytą, która idealnie wpada w ucho, a teraz musiałem obejść się smakiem (drugie wydanie to Miles Davis). Sam nie wiem czy to mój pech, że nic nie znalazłem, czy odwiedzałem złe miejsca, czy też tak szybko się to rozeszło, że nim wyszedłem z pracy wszystkie egzemplarze w okolicy się wyprzedały. W sklepach widziałem różne gazety z innymi dodatkami – torebki, filmy, paski i cholera wie co jeszcze można teraz dołączyć do gazety, a to czego szukałem nie było. Trochę mi ciężko uwierzyć w to aby w naszym kraju było tylu fanów muzyki jazzowej aby takie wydawnictwo rozchodziło się w takim tempie. Bardziej wydaje mi się, że nie spisały się tutaj same kioski/sklepy zamawiając za mało egzemplarzy, albo i sam wydawca, który pierwsze wydanie z serii wypuścił może w zbyt małej liczbie egzemplarzy. Sam nie wiem.

Oczywiście wiem, że mogę sobie zamówić poszczególne wydania z płytą przez stronę internetową Polityki, ale nie o to przecież chodzi. Po to wymyślili dodatki do gazet, aby taki szary obywatel jak ja wychodząc z/do pracy kupił sobie w najbliższym kiosku gazetę i miał dodatek. Aby nie musiał zamawiać, czekać i wyglądać za kurierem lub innym listonoszem. Miało być szybko i przyjemnie. A dla mnie niestety nie jest.

To sobie pomarudziłem… a dzisiaj czeka mnie druga runda. Może uda się wytropić jedną nie sprzedaną sztukę gdzieś na półce.

Aktualizacja (26 czerwca): Oczywiście nie udało mi się wytropić ani jednego egzemplarza mimo sprawdzenia kilku sklepów, dowiedziałem się jedynie że wciąż ludzie chodzą i pytają, a wszystkie egzemplarze wyprzedały się w ciągu kilku godzin – widać w naszym kraju jednak jest trochę ludzi słuchających jazzu, co jest oczywiście dobrą wiadomością. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko zamówić płytę przez internet.

Przegięcie

Ostatnio mam wrażenie, że firma w której pracuję na tzw. etacie trochę przegina. Niby pracuję w biurze, niby siedzę przy komputerze, niby… A w rzeczywistości ostatnie kilka dni wyglądało tak:

  • środa – wyjazd do klienta – 180 km w jedną stronę (start godz. 8:00, powrót 19:30)
  • czwartek – wyjazd do klienta – 180 km w jedną stronę (start godz. 8:00, powrót 20:30)
  • piątek – wyjazd do klienta – 180 km w jedną stronę (start godz. 8:00, powrót 23:15)
  • poniedziałek – wyjazd do klienta – 260 km w jedną stronę (start godz. 5:00, powrót 20:00)

Fajnie prawda? Całe szczęście dzisiaj już dotarłem normalnie od biura i siedzę przy kompie, ale za to próbuję ogarnąć to co się zebrało przez te wszystkie dni mojej nieobecności w firmie, a mało tego nie jest. Fuck! Nie tak miało być…

Starsze »